„Ta śląska otwartość jest zaraźliwa”. Maciej Mozes, czyli nasz Zagłębiak

0 862

maser strancol news

Pochodzi z Sosnowca, ale mieszka w Chorzowie, skąd jest jego żona i gdzie urodził się jego syn. Zna gwarę, a w klubie silnie nacechowanym śląskością pracuje od blisko dziewięciu lat. 

W Rozwoju nie ma drugiej osoby, która bardziej łączyłaby dwa regiony: śląski i zagłębiowski. Maciej Mozes, fizjoterapeuta naszej drużyny, przed sobotnimi derbami województwa z Zagłębiem Sosnowiec. Polecamy!

- Zawsze chciałem pracować w tym klubie. Od dziecka moim marzeniem było, by znaleźć się w Zagłębiu, lecz z każdym rokiem te emocje opadały. Teraz naszym bezpośrednim meczom smaczku dodawała jedynie gra przeciw trenerowi Smyle. To sobotnie spotkanie traktuję jak każde inne, tyle że z pewnością odbiorę kilka telefonów i sms-ów od ludzi, z którymi się wychowywałem, znajomych z osiedla czy rodziny – opowiada z uśmiechem Maciej Mozes.

Na Zgody trafił w 2006 roku. Trenerem był wtedy Marek Piotrowicz. – Do klubu polecił mnie dr Ryngier, który wcześniej tu pracował. Byłem wówczas studentem trzeciego roku katowickiej AWF. Dostałem swoją szansę i wyjechałem z chłopakami na obóz do Zakopanego. To była forma takiego okresu próbnego. Albo się sprawdzę, albo mi podziękują. Wszystko potoczyło się dobrze. Zaangażowałem się w pracę i w sumie jestem tu już dziewiąty rok. Minie dokładnie w lipcu - wylicza fizjoterapeuta naszej drużyny.

Hasło „początki nie były łatwe” jest tak oklepanym banałem, że aż zęby bolą, ale… w przypadku Mozesa napisać je, to nic nie napisać. Trafił przecież do szatni specyficznej drużyny.

- Byłem młodym studentem, kompletnie niezorientowanym w podziałach, jakie istnieją w regionie. Zagłębie i Śląsk, gorole i hanysy… Na studiach się z tym nie spotkałem, byliśmy zbyt wymieszanym towarzystwem. Poczułem to na własnej skórze dopiero przychodząc do klubu. Wracałem do domu i rozmawiałem z rodziną czy znajomymi, o co w tym w ogóle chodzi. Dlaczego ktoś mówi mi „gorol”. Nie ułatwiano mi aklimatyzacji. Wiedziałem, że mogę zjednać sobie tych ludzi tylko swoją pracą i zaangażowaniem. Wszelkie docinki starałem się obracać w żart – wspomina z uśmiechem Maciek.

maser trening news

Wtedy był praktycznie jedynym Zagłębiakiem. Przez chwilę w Rozwoju grał też Jarosław Bonczek. - I od razu się zakolegowaliśmy, trzymaliśmy się razem. Wtedy – choć weźmy te słowa w cudzysłów – mało kto mówił w naszej szatni po polsku. Wszyscy używali gwary. Z czasem było jej jednak coraz mniej. Teraz odnoszę wręcz wrażenie, że niektóre chłopaki nawet się hamują – mówi Mozes.

Dziś oczywiście jest już w pełni „swój”. Dłuższym stażem od niego w zespole legitymują się tylko kierownik Zbigniew Dziura i trener bramkarzy Marek Kolonko, przy czym on miał okres przerwy po tym, jak zakończył swoją przygodę z Rozwojem jako zawodnik.

- Mogę powiedzieć, że „Kolon” to taki mój nauczyciel, jeśli chodzi o gwarę. Zawsze mnie trochę podpuszczał, ale rzecz jasna w formie żartów. Do dziś zdarza się, że mnie „podłapie”, gdy powiem coś po śląsku, a wyjdzie nieudolnie – przyznaje, choć po naszymu radzi sobie nieźle. Zwłaszcza jak na Zagłębiaka!

- W ubiegłym tygodniu miałem urodziny i dostałem od sztabu prezent: antologię słów śląskich. Odgrażają się chłopaki, że będą mnie odpytywać, ale ja odważnie już teraz powiem, że sporą część znam – przekonuje nasz „maser”.

Ale trudno, by było inaczej, skoro trafił do śląskiej rodziny i mieszka w Chorzowie II, czyli popularnej „Cwajce”.

- Jakoś tak się to moje młodzieńcze życie ułożyło, że nigdy nie umiałem się dobrać z kobietą z Zagłębia. Te, które spotykałem na swojej drodze, zawsze były spoza. Na studiach trafiłem na Klaudię, która teraz też jest fizjoterapeutą, a pochodzi ze sportowej rodziny. Jeszcze nie będąc w związku, zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Wymienialiśmy uwagi po meczach… To nas zbliżyło – przyznaje Mozes.

Jego teść, Janusz Korzyniec, to kierownik AZS-u Wyzwolenia Chorzów.

- To typowy Ślązak, bardzo często używa śląskich słów. Klaudia zna, ale nie używa. Jeśli nasz syn, Maksiu, będzie je łapał od dziadka, to oczywiście nie będziemy mieli nic przeciw – uśmiecha się nasz rozmówca.

maser zdzichy news

Pytamy go o cechy Ślązaków, które przeniósłby na macierzysty grunt.

- Pracowitość i – nie wiem nawet, jak to nazwać – taka normalność życiowa. Swoboda. Ludzie na Śląsku są bardziej życzliwi, otwarci, gościnni, pogodni. Tego nie ma w Zagłębiu. Tam więcej sytuacji jest skomplikowanych. Ludzie są bardziej skomplikowani i trudniejsi w codziennym życiu. A tu można się dogadać naturalnie, szybko, swobodnie. Ta otwartość ludzi jest zaraźliwa. Bardzo fajnie się tu czuję, to mi odpowiada – tłumaczy.

Tę jego pogodę dobrze widać na co dzień. Uśmiech rzadko znika mu z twarzy, jest dobrym duchem Rozwoju.

- Taki już mój sposób życia. Jestem pozytywnie nastawiony. Oczywiście, na ławce rezerwowych bywam bardzo nerwowy i mocno trzymam kciuki, ale po meczu staram się szybko rozładowywać atmosferę. Po prostu lubię, kiedy chłopaki są w dobrych humorach. Nie znoszę „kwasów”. Kiedy ktoś ma z kimś zatarg, bardzo to odczuwam. Bywa, że staram się wręcz takie sytuacje łagodzić, ale z tym to trzeba uważać. Nieraz swoim dobrem można tylko dodatkowo zaognić – przyznaje.

Trafiając do klubu, bynajmniej nie był futbolowym laikiem. Już wcześniej interesował się piłką i bardzo lubił oglądać mecze.

- Z perspektywy tych dziewięciu lat, jestem już bardzo mądry jeśli chodzi o słowa, które padają w szatni czy na odprawach – uśmiecha się. – Przeżyłem sporo trenerów, każdy dodawał coś od siebie. Mogę śmiało powiedzieć, że stałem się bardzo biegły, wiem, o co chodzi w tym sporcie i jak wygląda z drugiej strony.

maser gielza wk news

Za młodu sam myślał o poważnym uprawianiu sportu. - To dla mnie najważniejsza rzecz w życiu. Nie wyszło mi jednak ani w jednej, ani drugiej dyscyplinie. Zaczynałem w szkółce Zagłębia Sosnowiec, ale potem zupełnie zmieniłem kierunek upodobań. Trenowałem siatkówkę. Ze względu na wzrost, warunki fizyczne, nie byłem w stanie się przebić i uczestniczyłem jedynie w międzyszkolnych rozgrywkach. Później był AWF – i chęć, by pracować ze sportowcami, młodymi ludźmi. Udało mi się w pewnym stopniu spełnić swoje marzenie, bo trafiłem do klubu - opowiada.

Pytamy o przykrą, ale i nieodzowną stronę jego pracy, czyli kontuzje zawodników.

- Dobrze pamiętam swój swoisty „chrzest”. Był to mój drugi mecz w Rozwoju – pierwszy graliśmy w Gorzowie. Pogoda deszczowa, bardzo ciężkie warunki. Graliśmy ze Słubicami. Końcówka, remis 2:2, ja zestresowany, bo nie wiedziałem, jak będę sobie radził i co mnie spotka… Przez te dziewięć lat bywały różne poważne kontuzje, ale ta pierwsza mocno mną wstrząsnęła. Łukasz Hanzel rozbił nos. Kałuża krwi, koszulka z krwi… Nogi mi się trochę trzęsły i czułem tę presję, ale poradziliśmy sobie. Wszyscy twierdzili, że to złamanie, lecz przesunęła się jedynie chrząstka przegrody nosowej. Cały wieczór jeździłem z Łukaszem po szpitalach, wróciłem do domu bardzo późno – wspomina Maciek.

Jedną z jego charakterystycznych cech jest nie tylko opisana wyżej pogoda ducha, ale i umiejętność szybkiego… zasypiania. Na chyba wszystkie wyjazdy „maser” wyrusza zaopatrzony w poduszkę. Wyjmuje ją, zaciąga firanę… W autokarze potrafi wykorzystać każdą wolną chwilę.

- Bardzo fajnie zasypiam, ale lepszy ode mnie był Kamil Zalewski. Jeszcze dobrze nie wyjeżdżaliśmy z Rozwoju – a on już spał. Twardo i z otwartymi ustami, czyli w taki sposób, że nie dało mu się nie dokuczać. W spaniu był mistrzem  - śmieje się Mozes, który przed rokiem otworzył gabinet w Chorzowie. Jest jego współwłaścicielem.

Drugie dziewięć lat w Rozwoju?

- Nie ma problemu, ale też nie ma co myśleć tak do przodu – odpowiada. – Zobaczymy, co przyniesie życie. Z pewnością są momenty, w których taka praca bywa męcząca. Zwłaszcza dla osoby, która ma swoją rodzinę i dziecko. Czasem chciałoby się na weekend gdzieś pojechać, odpocząć…. Mało czasu poświęcam rodzinie, za mało spędzam go z synem. To jedyny duży minus. Myślę więc, że jeśli kiedyś odejdę z Rozwoju, to powodem będzie właśnie chęć spędzania większej ilości czasu z rodziną. 

maser z woda news

Rozwój Katowice – Zagłębie Sosnowiec
24. kolejka II ligi
sobota, 4 kwietnia, godz. 15:00, stadion przy ul. Zgody 28

Sędzia: Paweł Malec (Łódź)

foto: Marta Kołodziejczyk, źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *